wtorek, 2 lutego 2016

Mój nowy, telefoniczny, partner biegowy

Nie biegam ze smartfonem, bo po prostu nie lubię ;-) Do śledzenia trasy i treningu mam Garmina, ew. muzyki słucham ze słuchawek z wbudowanym odtwarzaczem. Poza tym w przypadku biegania sprawdzają się chyba jakieś prawa Murphy'ego - zaraz po wyjściu zaczynają się powiadomienia o mailach, komunikatach, nieodebranych połączeniach, błędach systemowych a na końcu i tak się telefon zawiesi. Doskwiera mi też brak klawiatury, szczególnie zimą - jeśli chcę coś szybko zrobić, muszę zdjąć rękawiczki i czekać na opóźnioną (z powodu temperatury) reakcję ekranu (lub samodzielne szaleństwa tegoż w przypadku deszczu).


Ale telefon jako taki uważam za przydatny gadżet podczas wypadu w trasę. Zawsze może przytrafić się okazja na ciekawe zdjęcie z biegu, przydatna jest latarka w przypadku braku czołówki i konieczności doświetlenia czegoś, czy po prostu (choć obecnie w telefonach to już nie najbardziej oczywista funkcjonalność) - zadzwonienia lub bycia w kontakcie z konkretnymi osobami. 


Za takimi założeniami rozpocząłem poszukiwania małego, taniego telefonu. Będąc zagorzałym zwolennikiem Nokii w tym segmencie, skupiłem się właśnie na tej marce. Szybko na polu potyczek pozostały jedynie dwa modele: 215 oraz bliźniaczy 222. Różniły się tak naprawdę możliwymi wariantami kolorystycznymi oraz tym, że 222 posiada lepszy aparat (2MP w porównaniu do jedynie VGA, czyli 0,3MP). Dlatego też stwierdziłem, że mogę się poświęcić i dopłacić ok. 30 PLN różnicy (130 PLN vs 160 PLN), bo jednak aparat VGA nie nadaje się nawet do wysłania MMS'a ;-)


Telefon posiada wszystko to, o czym wspomniałem wcześniej. Jest nawet przeglądarka internetowa, która może być nieoceniona w wyjątkowej sytuacji. Niestety oprogramowanie to już nie stara, poczciwa Nokia z dość dużą możliwością personalizacji - tu nawet nie można zmienić przypisań do klawiszy kierunkowych czy zmienić kolejności ikon. Ale można to wybaczyć, patrząc na cel, jaki mi przyświecał - ma to być bardziej sprzęt awaryjny, na świętego "w razie czego"...


Do tego musiałem zaopatrzyć się w nową kartę sim, żeby nie przekładać dotychczasowej między aparatami za każdym razem, gdybym wychodził pobiegać. Okazało się, że jeden z operatorów posiada niezwykle ciekawą ofertę pre-paid: co miesiąc (za darmo) odnawialny pakiet minut, smsów i internetowy, a konto ważne przez rok po minimalnym doładowaniu :-)


Chyba lepiej wybrać nie mogłem - lekki telefon z klawiaturą, banalny w obsłudze, z niezłym aparatem (jak na zakładany cel używania), latarką. Do tego darmowe usługi w wystarczającym zakresie i w końcu nie muszę ze sobą dźwigać "cegły", żeby mieć w razie potrzeby kontakt ze światem...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz